poniedziałek, 16 maja 2016

"Zmora" VIII

"Zmora" Rozdział VIII
Kolejne dni budziły się z wolna do życia. Nie nękały mnie już straszne sny od około tygodnia, co bardzo mnie cieszyło. Powietrze było przesiąknięte stalową ciszą po udanych dniach handlowych w Brownsville. Dom wuja Marmy był miejscem, w którym chciałem spędzić całą resztę tego pięknego rozpalonego przez złociste słońce dnia. Dysponowałem już solidną sumą pieniędzy, toteż nie miałem problemu z zakupieniem towarów tak ekskluzywnych jak mielona kawa czy gorzka czekolada, którą uwielbiałem w mojej wczesnej młodości. Po długim regenerującym śnię zszedłem starymi, drewnianymi, skrzypiącymi schodami na parter, w którym mieścił się duży pokój i kuchnia, w której właśnie zamierzałem przygotować sobie pierwszy posiłek. Przerzucałem na drewnianą deskę duże plastry bekonu i wołowiny, które następnie kroiłem w cieniutkie paski ostrą jak brzytwa finką, którą znalazłem kiedyś w zakurzonych zakątkach tego domostwa. Ostrze noża przesuwałem po krwistym mięsie z niezwykłą szybkością, a następnie wrzucałem je do rozgrzanego na patelni tłuszczu zwierzęcego. W pewnym momencie zbyt daleko odsunąłem nóż i naciąłem sobie tętnice w palcu wskazującym mojej prawej ręki. Krew zaczęła szybko ze mnie ulatywać, dlatego szybko zatamowałem krwotok moją bluzką. Nie zauważyłem Reya, który stał w drzwiach i z roześmianą miną uważnie obserwował moje nieudolne przyrządzanie śniadania. Rozgniewałem się na niego z tego powodu, jednak mój gniew zaraz minął gdy Hill zaczął pomagać mi w przygotowaniu jedzenia. Zaparzyliśmy przepyszną kawę, która służyła nam jako wypełnienie tego tłustego i ciężkostrawnego posiłku. Plastry bekonu i wołowiny zagryzaliśmy sadzonymi jajkami wpatrując się w piękną pogodę jaką mogliśmy obserwować za oknem. Po skończonym śniadaniu wstaliśmy. Mimo moich planów na spędzenie całego dnia w domu wybraliśmy się na długi spacer po okolicy. Rey pokazywał mi z oddali zarys starej kopalni, której nie miałem jeszcze okazji zobaczyć. Była ona osadzona na niewielkim wzgórzu, a drzewa rzucały na nią złowieszczy cień, który przysporzył mnie o dreszcze. Z oddali zauważyłem sylwetki ludzi, którzy zapewne podążali właśnie na swoją zmianę w pracy. Pomimo, iż do kopalni miałem około tysiąc stóp z całą pewnością mogłem stwierdzić, iż ciała górników są bardzo zmizerniałe. Potwierdziła to dłuższa obserwacja przez lornetkę, którą miałem akurat przy sobie, bym w razie zachcianki mógł obserwować lecące sępy. Hill zaproponował mi byśmy dziś nocowali w domu znachora, gdyż jako grabarze dostaliśmy od niego serdeczne zaproszenie na kolację. Byłem trochę niechętny, by spędzić z tym starcem wieczór, ale widząc zakłopotaną twarz Reya instynktownie się zgodziłem. Obserwując po raz wtóry miejsce zamieszkania znachora nie wzbudzało już ono we mnie takich emocji jak za pierwszym razem. Ciężko mi było uwierzyć, że jeszcze tak niedawno odbywał się tu przedziwny rytuał. Będąc goście na kolacji u Nathana nie mogłem zrezygnować z zapytania się, gdzie spoczywają szczątki jego wszystkich przodków. Staruszek zaśmiał się uderzając sztućcami w stół jakby prosił służbę o dokładkę i spytał się wprost czy rozkopałem już wszystkie groby. Ordon wyprzedził moją odpowiedź mówiąc, że jest pewny tego, że rozkopałem tylko jedną mogiłę. Mówili to w sposób tak łagodny, wręcz pieszczotliwy jakby ten fakt nie był ani trochę dziwny. Rey spojrzał się na mnie ze wzrokiem pełnym udawanej pewności siebie i oznajmił, że kolejną dostawą trupów już mogę zajmować się ja. Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć, poczułem się bardzo dziwnie. Wiedziałem, że profity będą bardzo wysokie. Znachor oraz burmistrz opłacali mnie bardzo sowicie i nigdy do tej pory nie żyłem wśród takiego bogactwa, kontrastującego z moim poprzednim stanem majątkowym. Z wielkim zawahaniem zgodziłem się. Ucieszony znachor odkorkował butelkę dobrego whisky.

Ordonowi zadygotały ręce, które ledwo utrzymywały szklankę. Często zastanawiałem się dlaczego ten wspaniały człowiek wpadł w tak wielki nałóg. Podejrzewałem, że było to spowodowane jego dziwaczną pracą. W końcu grabarz to dość nietypowy zawód, ale czy również i moja przyszłość tak będzie wyglądać?
>>Kolejny rozdział<<

  >>Początek opowiadania<<

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz