wtorek, 17 maja 2016

"Zmora" IX


"Zmora" Rozdział IX
Noc była piękna i gwieździsta. Nie mogłem zasnąć czując narastający niepokój bijący z tego dziwnego i przerażającego miejsca jakim był dom znachora. Leżąc samotnie w małym i ciasnym pokoju pod schodami słyszałem głośnie chrapanie starego duchownego. W pewnym momencie z oddali dobiegł mnie cichy pisk, który pochodził z pokoju w którym spali grabarze. Był nienaturalny, dyskretny, nieludzki. Brzmiał jak odgłosy jakiegoś połączenia szura z człowiekiem. Przeraził mnie do szpiku kości, tak, że mój nierówny oddech nieumyślnie zgasił świecę. Zapaliłem ją ponownie i powolnym krokiem zbliżałem się do pokoju, w którym spał Ordon i Rey. Otwierając drzwi zauważyłem białą niewyraźną twarz. Moje serce niemal stanęło, umysł odmówił posłuszeństwa. Przybliżając świecę zauważyłem wiszącą szlafmycę znachora. To nic takiego przecież, to tylko czapką, którą zostawił tutaj staruszek. Po pokoju przebiegła mysz, która weszła gdzieś w szczelinę tego okurzonego i nieużytkowanego pokoju. Zadziwiał mnie fakt niedbalstwa tego miejsca, ale widocznie znachor celowo prosił, by służba tutaj nie przychodziła. Na dwóch pojedynczych łózkach rysowała mi się w blasku księżyca twarz Reya i Ordona. Obaj byli pijani, w powietrzu unosiła się słodkawa woń alkoholu, a zimno dobiegające z nieszczelnego okna zadygotało moim zmarzniętym ciałem. Przede mną stała wielka biblioteczka pełna pradawnych księg. Z wielką dyskrecją otworzyłem jedną z nich. Moje przepite oczy obserwowały po raz pierwszy stronice oprawionego ludzką skórą Diabolirisu. Poczułem, że mój duch zaczyna przybierać na wadze i uderzyło mnie jednocześnie podniecenie i strach jak wtedy, gdy dotykała mnie nieznana istota ze snu. Uświadomiłem sobie, że mój pierwszy osąd dotyczący Nathana był mylny. Nie jestem pewny tego co widziałem w rytuale i na ile sen zgadzał się z rzeczywistością. Jedno jest pewne: znachor jest w posiadaniu demonicznych ksiąg o wielkiej mocy. Musiał on więc zgłębiać dniami i nocami tajemnice, o których nawet wielkim magom się nie śniło, lecz nawet teraz trudno w to uwierzyć trzymając tą diabelną księgę. Odkładając Diabolirisu usłyszałem płytki oddech Reya, tak jakby ten gest zaplątywał mu stryczek wokół szyi. Podniosłem księgę ponownie, ale nie pomogło to mu w żaden sposób. Rey dusił się przygwożdżony ciężarem jakiejś niewidzialnej materii. Jego klatka piersiowa z lekka opadła. Nagle obudził się z pohamowanym jękiem i spojrzał na moją sylwetkę. Przestraszyłem się. Odwróciłem moją głowę i zacząłem obserwować Ordona, który podobnie jak Rey przed chwilą dusił się pod ciężarem niewidzialnej materii. Nie jestem pewny codo tego co widziałem później. Mam wrażenie, że tamtej nocy mijałem znachora, która była nieco przemieniony, wydawał się być duchem. Nie wiem teraz sam czym jest zmora, która chyba wszystkich nas nęka. Obawiam się, że znachor nie jest zbyt dobrym człowiekiem. Ale jaki miał cel, by zmieniać się w kobietę i nękać nasze już udręczone dusze przez gnijącą ziemię cmentarną. A może wszystko jest snem? >>Początek opowiadania<<

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz