poniedziałek, 9 maja 2016

"Zmora" I

Budzimy się w świecie przepełnionym bezgraniczną obojętnością ludzką. Odchodząc od zgiełku tego świata zatapiamy swoje oczy w ciszy katatonicznej goryczy, podlewanej łzami zanim to podejmiemy ostatnią walkę, walkę o nasze nieistnienie. Nie chciałbym, byście wierzyli, że moja śmierć to wyraz heroicznej głupoty, czy też wołania o normalność, bowiem w tak zwanej ciszy nie odnajduję już żadnego ukojenia, a moje myśli przepełnione są strachem przed tym, że to co dzieje się wokół mnie może być prawdziwe. Tej nocy odbiorę sobie życie przesuwając po mojej miękkiej szyi scyzorykiem, którego dostałem od mojego martwego już przyjaciela Reya Hill'a, a którym on sam nie potrafił się uśmiercić.
Przybywając do Brownsville poszukiwałem dobrze płatnej pracy, w której mógłbym odnaleźć spokój. Nie znosiłem nigdy hałasu zatłoczonego i zepsutego miasta, jaki mogłem w każdym detalu poznać przez ostatnie lata mojego nudnego życia. Uczuciem, które wypełniało mnie wśród zgiełku ludzkiego był otępiały i niewyrazisty smutek zakraszany niepokojem, który jak duch przychodził do mnie znienacka. Miasteczko Brownsville było spokojnym miejscem, w którym żyli głownie starcy i młodzi niedołężni już górnicy. Tamtejsza kopalnia zatrudniała mnóstwo młodych łepków pracujących w spartańskich i klaustrofobicznych warunkach. Wielu z nich padało z wycieńczenia. W okolicy panował zwyczaj, że jeżeli nikt w ciągu kilku dni nie zgłosi się po truchło styranego na śmierć górnika ciało takowego biedaczka wyrzucane było za miasto, gdzie zostało rozszarpywane przez wygłodniałe szakale. Wiele tradycji tego miejsca było przekazywanych z pokolenia na pokolenie, podobnie było z władzą, którą obejmował stary, brodaty, przemądrzały burmistrz John Hunt.
 Przechodząc przez ciemne zakamarki tego miejsca można było czasem napotkać na kilku pijaków i kieszonkowców, którzy nie stanowili nigdy większego zagrożenia dla przeciętnego przechodnia, toteż moje nocne spacery po Brownsville napawały mnie nieopisanym spokojem i poczuciem głębi. Nigdy nie marzyło mi się piękniejsze miejsce do spędzania mojego życia.

Zamieszkałem w starej drewnianej chacie, którą oddziedziczyłem w spadku po wuju Marmy. Cuchnąca pleśnią przestrzeń przeszywała moje nozdrza nieprzyjemnymi wspomnieniami, toteż większość czasu spędzałem poza domem.
Z łatwością odnalazłem dla siebie pracę, którą starym zwyczajem przydzielił mi sam burmistrze miasteczka. Skarżył się on na brak grabarzy, bowiem na całe miasteczko przypadało ich tylko dwóch. Pierwszy z nich Rey Hill, był to wysoki, wąsaty blondyn, o bardzo przyjaznym usposobieniu. Drugi zaś Ordon Klee był  schorowanym starcem, który nie miał już często sił do pracy. Jego pomarszczone ręce z trudem utrzymywały łopatę, a cylinder, który nosił na swojej łysinie dodawał mu znacznej powagi.
Mój pierwszy dzień w pracy był dość zaskakujący. Rey zaprowadził mnie do starej szopy, którą miejscowi traktowali jako schowek na rzeczy niepotrzebne, lecz na tyle cenne, że nie chcieli ich wyrzucać. Stare nieprzydatne przedmioty przyprawiały mnie o dreszcze przez swoją mroczną, a może nawet diabliczną aurę. Rey odsunął stary, zakurzony obraz jakiegoś domostwa odsłaniając przy tym przytulającą się kocią rodzinę. Chwycił jednego z nich za głowę i szybkim ruchem skręcił mu kark. Zaśmiał się, że czas na mój chrzest grabarza i z namiętnie przerażającym spojrzeniem przekazał mi kota. Zanim jednak pozwolił mi go zakopać musiałem doczekać środka nocy. Twierdził, że pierwszy pochówek zawsze musi odbywać się według pradawnej tradycji. Jego na wpół ironiczny ton głosu i złowrogie podniecenie na twarzy przyprawiało mnie o dreszcze. Nie byłem w stanie powiedzieć co było w tym zawartego.  W pewnym momencie Rey zaczął mi opowiadać jakąś historię o rodzinie zamieszkałej w okolicy. Z olbrzymim sentymentem mówił o ich codziennych pracach i zabawach dzieci, tak jakby chciał nakreślić, że sam w tym uczestniczył. Jego nieskładna historia zeszła na bardziej mroczne sfery. Mówił o igraszkach dzieci, które z wielkim podnieceniem topiły koty, które następie były rozdzielane ze skóry i noszone jako rękawiczki przez ich matkę. Przerwałem mu jego historię orzekając, że jest sadystą. Rey uśmiechnął się, zmarszczył następnie czoło i odchodząc zamiauczał. Zdarzenie to było tak dziwne, że na stałe zapadło w mojej pamięci.


>>Kolejny rozdział<<

31 komentarzy:

  1. Wow, zapowiada się ciekawie :) To twoje arcydzieło?

    Turkusowa Sowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podszedłbym do całej mojej twórczości z dystansem. Ciężko nazwać to arcydziełem, zawsze znajdę miliard detali, które mógłbym poprawić, ale tak, wszystko co jest na tym blogu wychodzi spod mojej ręki.
      Zapraszam do dalszego czytania i komentowania.
      Jutro pojawi się trzeci rozdział "Zmory". W każdy kolejny dzień kolejna część więc liczę, że będziecie na bieżąco.

      Usuń
  2. Wow ! tylko to moge powiedzieć , będe wpadać częściej
    Zapraszam do mnie dopiero zaczynam więc miło mi będzie jak zostawisz komentarz a jeszcze bardziej jak zaobserwujesz u cb na pewno zrobię to samo ^^
    niktspecialnytylkoja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostawiłem komentarz. Ciekawie piszesz więc i na obserwację możesz liczyć ;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zapraszam częściej!

      Usuń
  4. Gratuluje świetnego bloga.
    Chętnie podejmę z Tobą współpracę.
    Proszę o kontakt na maila:
    info@paywin.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jesteśmy w kontakcie :)

      Usuń
  5. Masz talent, brawo :)
    Zapraszam do mnie, może wspólna obserwacja? :)

    veronicalucy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny blog:) bede wpadać cześciej!
    Kayleenbeauty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow! Świetne :)

    Zapraszam do siebie:
    http://aniamojepasje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetnie piszesz, smutno aż mnie to przeraża jak to odczuwam ale jest to świetne uczucie. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudownie piszesz, opowiadanie bardzo mnie zaciekawiło, blog leci do obserwacji! :)
    http://klamaolda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow ! świetnie napisany pierwszy rozdział
    Będę wpadać częściej
    https://niktspecialnytylkoja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Wielki talent! Świetnie napisane! Gratuluję :)
    papcinek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Czekam na kolejny post. Pozdrawiam,
    https://wrrabii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam nadzieję, że kiedy wszystko dopracujesz tak jak chcesz, wszystko będzie kontynuowane i wydane. Chętnie wzięłabym taką pozycję na swoją półkę :)

    Pozdrawiam
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojej cudowny wpis.
    Masz talent.
    Czekam na więcej.
    POzdrawiam
    https://mylifeiswonderful9.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Super. Zapowiada się bardzo ciekawie :)

    Zapraszam na niecodziennego bloga pary :))
    KLIK

    OdpowiedzUsuń
  16. bardzo mnie zaciekawiło, będę zaglądać tu na pewno często :)
    http://berry-lifestyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Masz talent czekam na więcej!
    Obserwujemy? Zaobserwuj mnie, a na pewno się odwdzięczę!

    http://pastelowa-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń